wtorek, 2 listopada 2010

Z dzienniczka Bakłarzana Podróżnika- wpis nr 4

Zacząłem uciekać. Na szczęście po chwili pszczoły wyglebały się o kamień.,,Mam spokój''- pomyŹlałem. Ale nie długo to trwało.

Gdy zrobiłem parę kroków, patrząc w niebo, spadłem, to znaczy przepadłem do dziury, w której akurat była pajęczyna. Odbiłem się od niej i poleciałem w stronę innego gniazda pszczół moja głowa akurat trafiła, jak ulał w środek gniazda. Utknęła...

                                                                 Fail!!!
Po kilku minutach jakiś gościu ściągnął gniazdo ze mnie. Podziękowałem mu, a on zaprowadził mnie do swojej gospody. Była to dynia, ale widocznie po naszej stronie. Jej gospoda nie była duża, za to bardzo ładna w środku.
- Na pewno jesteś głodny, za chwilę coś ci podamy- powiedziała dobra dynia.
- Ja już się najadłem trochę miodu.
- Ale to nie wystarcza- rzekła przyjaciółka i pobiegła w stronę drzwi do kuchni -już się robi.
Zaraz póżniej dynia znowu przyszła, trzymając talerz.
- Proszę, zasmażane bakłarzany, nasz specjał... yyy ... kurczę, wy tego nie lubicie!
Jak ona śmiała zrobić FAIL z bakłarzanami! Jak ją zaraz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz