sobota, 13 listopada 2010

Z dzienniczka Bakłarzana Podróżnika- wpis nr 10

No cóż, jak nie da się inaczej to wracam zjeżdżalnią. Łaski bez.

Zacząłem wspinać się na górę. Mówię wam, jaka to była męka! Nie, więcej nie przejdę.
Nagle usłyszałem odgłos kogoś zjeżdżającego zjeżdżalnią. Postać zbliżała się do mnie i... zjeżdżając walnęła mnie mocno, aż zjechałem z powrotem. To był Bakłarzan Szaleniec!
- Skąd wiedziałeś, że tu jestem?- rzuciłem na powitanie.
- Nieważne... kopę lat!
- Nie aż tak kopę lat. Ostatnio się widzieliśmy.
- A co z taksówkarzem?- zapytał Szaleniec.
- Wpadł do błędu graficznego.
- CO?- wybałuszył gały- jak to?
- A takto. Ja też w sumie nie wiem, co tu się dzieje. I jeszcze ta karykatura!
- O kurczę!
- Nazywam się Balikrotukotykutukus. Mów do mnie po imieniu- przerwała nam karykatura.
- Muszę? No po prostu dzięki.
- Tak.
- Dobra, powiedz mi wreszcie jak stąd wyjść!- krzyknąłem. Ty, drzwiczki!
- Może drzwiami?- zapytał Balikrotukotykutukus.
- No właśnie, trzeba było mówić!- krzyknąłem i razem z Szaleńcem ruszyłem w stronę drzwi. Usłyszałem jeszcze tylko głos pokraki:
- Tylko uważaj, bo sam nie wiem dokąd prowadzą...
A za drzwiami był błąd graficzny.
,, Może spotkamy taksówkarza?''- pomyŹlałem. W błędzie graficznym nie było nawet tak żle. Spadaliśmy długo, chyba w nieskończoność. No i co teraz będzie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz