Już miałem spaść na stronę cukini, kiedy złapałem się ręką muru i przeciągnąłem na stronę Bakłarzanów. Spadłem.,,Mam szczęście"- pomyślałem. Ale nie długo się cieszyłem. Zobaczyłem bowiem cukinię. Zieloną i podobną do nas (w wyglądzie, nie charakterze!). To musiała być ona.
Prestraszyłem się nie na żarty. To samo cukinia (to chyba dobrze). Pierwsza zaczęła cukinia:
- yyy...ja jestem Bakłarzanem, tylko pomalowałam się na zielono.
A ja bez zastanowienia odpowiedziałem:
- yyy...ja jestem cukinią, tylko pomalowałem się na fioletowo...yyy, to znaczy...
I dopiero po chwili skapłem się, że powiedzieliśmy co innego...
Cukinia podjęła pierwszy cios (sorry, że napisałem ,,cukinia'' od dużej, ale to początek zdania). Zaczęliśmy walczyć. Co chwilę padałem na ziemię, przewracałem się i oberwywałem ( czy jak to tam się pisze).
W końcu cukinia walnęła mnie tak mocno, że potoczyłem się z górki. A póżniej przebrnąłem prosto pod nogami strażnika świata cukini...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz