czwartek, 28 października 2010

Z dzienniczka Bakłarzana Podróżnika- wpis nr 1

Jechaliśmy już chyba około 200 km/h. Bakłarzan Szaleniec omijał wszystkie wielkie głazy. Radził sobie z tym całkiem nieżle...o, sorry chyba się nie przedstawiłem. Jestem Bakłarzan Podróżnik i mam...yyyy... gdzieś około 30 lat. No to chyba już mogę dalej mówić. Własnie zaczął się zaczynać Kanion Wyrw... to znaczy... e, tam nieważne. Nie za bardzo lubię to miejsce. Ciekawe jak poradzi sobie z tym Bakłarzan Szaleniec. Myślę, że chyba nie za dobrze... no właśnie...

Jeep walnął o kamień i wyglebał się o niego. Wylecieliśmy w powietrze. Ja i Szaleniec.Widziałem prawie całe królestwo Bakłarzanów i granicę z królestwem cukini. Chyba wiecie dlaczego piszę ,,cukinie'' od małej.To okropne, brzydkie warzywa. Z resztą to już chyba wiecie. Lecieliśmy, to znaczy leciałem coraz niżej. Szaleńca nie widziałem, musiał zostać w tyle.Wylądowałem. A zgadnijcie gdzie? Na murze dzielącym królestwo Bakłarzanów z cukiniami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz