Coś mi ta piosenka nie przypadła do gustu. Nieważne. Jechaliśmy już około 200 km/h... To już było... yyy... przypomniał mi się Bakłarzan Szaleniec. Gdzie on teraz może być? Sam nie wiem...
Bryka walnęła o kamień i wyglebała się o niego. Wylecieliśmy w powietrze. Ja i Zdzi... Kurczę, to też już pisałem... no, w każdym razie, wylądowałem na jakimś dachu i spadłem. Ujrzałem napis ,,Pięciogwiazdkowy hotel Epic Fail''. O, to już tu. Pójdę poszukać jakiegoś taksówkarza.
- Dzień dobry- zapytałem przechodnia- gdzie mogę znależć taksówkę?
- Niech pan idzie w prawo, póżniej w lewo, potem prosto, dalej w lewo, w prawo i jeszcze tylko raz w lewo.
- Dobrze, dziękuję - odpowiedziałem. Tak prawdę mówiąc nic z tego nie zapamiętałem, ale nie chciałem drażnić tego Bakłarzana. Poszukam tego sam.
Po chwili dotarłem na miejsce.
- Siema...yyy, dzień dobry, może mnie pan zawieżć do Rzeszowa?
,,No nie, oby mnie tylko ten Zdzichu nie zaraził tym ziomalowaniem''
- To będzie dużo kosztowało, uprzedzam pana.
- No dobrze, oto się pan nie musi martwić. A, jeszcze jedno. Nie widział pan przypadkiem niejakowego Bakłarzana Szaleńca?
- Odjechał z innym taksówkarzem dwie minuty temu.
- Też do Rzeszowa?
- No.
- To szybko, jedźmy, zapłacę póżniej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz